Z Grzegorzem Kaźmierczakiem, wokalistą Variete, rozmawia Krystian Kajewski.
Beatlesi czy Stonesi? A poważnie, jakiej muzyki słuchasz najchętniej? I jaka Cię ukształtowała?
- Lubię artystów, niezależnie od gatunku muzycznego. Kiedy słyszę talent i siłę przekazu – to mi się podoba.
Kim jest Grzegorz Kaźmierczak dzisiaj?
- Po to się tworzy, żeby się tego dowiedzieć, więc ciągle się za tym goni. 🙂
Jesteś uważany za jednego z najlepszych tekściarzy w Polsce. „Chodzę w czarnym kożuchu jak dziki książę po świętych miejscach.” To cytat z Ciebie. A kto jest dla Ciebie Księciem Poetów? Gdzie rozciąga się Poetyckie Księstwo? W jakich lekturach?
- Mam ostatnio kryzys beletrystyczny, nie mogę czytać literatury pięknej. Mam nadzieję, że to minie. Najbardziej uspokajają mnie książki buddystów i o buddyzmie. Książę Poetów? Od studiów nie słyszałem tego określenia. 🙂
W 1985 roku z Variete zdobyliście nagrodę na Festiwalu w Jarocinie. Jak zmieniło się Variete przez te 40 lat? I jak zmienił się Festiwal w Jarocinie?
- Festiwal w Jarocinie stał się rzetelnym i solidnym wydarzeniem, lecz jednym spośród wielu – ale taka jest kolej rzeczy. Nie mógł być ciągle tym nieprawdopodobnym miejscem, jakim był w latach 80. Variete zmieniło się bardzo. Trudno – czując się artystą – grać ciągle tę samą muzykę.
Czemu wybrałeś akurat Sycylię? Za Archimedesem?
- To zawsze było moje marzenie – mieszkać nad Morzem Śródziemnym. Chociaż słowo „emigracja” jest nieadekwatne. Po prostu teraz tam mieszkam.
Pracujesz jako realizator dźwięku w „Dzień Dobry TVN”?
- Tak. Stabilizuje mnie to finansowo – nie muszę iść na kompromisy w sztuce. I uziemia mnie mentalnie – nie latam ciągle ponad ziemią. 🙂
„Klaszczę w dłonie, by było mnie więcej.” – Kaźmierczak. „Klaskaniem mając obrzękłe prawice” – Norwid. Co łączy te dwa wersy?
- Nigdy nie lubiłem Norwida – był dla mnie zbyt koturnowy, więc chyba nic.
Jesteś teraz bardziej bydgoszczaninem czy syrakuzaninem?
- Jestem Polakiem i Europejczykiem z włoską rezydenturą.
Zimna fala (cold wave) – to gorące źródło dla muzyki Variete. Słuchałeś w młodości The Cure i Joy Division? Nadal ich słuchasz?
- Pewnie. Wtedy była to muzyka najbardziej synergiczna z tamtą rzeczywistością.
Czujesz się outsiderem?
Poetą się bywa czy poetą się jest?
- Nawet kiedy żyje się codziennymi sprawami, to i tak w tle (w umyśle) zachodzą procesy. Stale rodzą się tam obrazy i odczucia, które później się zapisuje.
Czy bycie Obcym jest niezbędne do pisania?
„Bal, czyli wieczór zapoznawczy.” Jak wspominasz tę przygodę z teatrem? A Teatr Stu?
- Świetnie. Praca z tancerzami po osiem godzin dziennie przez dwa tygodnie na próbach przed premierą – to niezwykłe doświadczenie. Przy naszym eterycznym przekazie złożonym z nut, brzmień i słów, tutaj grały ciała, pot i materia.
Variete to bardziej literatura czy muzyka?
- Kluczowa jest jakość połączenia tych dwóch elementów.
Czy pisanie jest dla Ciebie rodzajem uzależnienia?
- Chyba można to tak nazwać.
Czy we Włoszech rozmawia się o wojnie? Na targu rybnym? A może o Spinozie?
- Na Sycylii tematy są podobne, chociaż temperatura rozmów jest inna. Jedzenie, pieniądze, miłość, śmierć, zdrowie, uchodźcy. Wojna jest daleko, więc jest bardziej tematem z wiadomości.
Czy wreszcie widzisz stamtąd, że panujesz nad życiem?
- Czy ja wiem? Na pewno czasami dystans pozwala zobaczyć większy obrazek i lepiej uchwycić proporcje.
Czy w ogóle możesz uczynić miejsce domem?
Czy zdarza Ci się błędnie odczytać jakiś napis, a odczytanie jest ciekawsze niż to, co rzeczywiście napisane?
- Uczę się cały czas włoskiego, więc ciągle mi się to zdarza.
Wydałeś kilka tomów poetyckich. A jaką poezję lubisz czytać?
Jaką rolę odgrywa dla Ciebie cisza w życiu i pisaniu?
Czujesz się innym, lepszym człowiekiem, kiedy piszesz?
- Nie ma większej satysfakcji niż napisanie dobrej rzeczy, więc pisanie daje mi raczej chwilowe spełnienie.
Która z płyt jest dla Ciebie najistotniejsza? Pierwsza czy ostatnia?
- Banał, ale ta, nad którą właśnie pracujemy.
Variete est morte? Rozmaitość umarła?
Jaka jest obecna sytuacja zespołu Variete? Dla kogo teraz gracie?
- Wydajemy płyty, które są doceniane, mamy komplet publiczności na koncertach. Jesienią wydajemy kolejną płytę, z której jesteśmy bardzo dumni, więc to chyba dobry moment.
Czy wiersze rodzą się poza świadomością? Wybuchają jak gwiazdy? Przyspieszają jak Porsche Cayenne?
- Dobre – tylko tak. Nie wierzę w poezję, która powstaje na krześle, przy biurku.
Kuchnia śródziemnomorska Ci służy?
Uwielbiam.
fot. mat. autora
absolwent Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Słupsku oraz Studia Wokalno-Aktorskiego Danuty Baduszkowej przy Teatrze Muzycznym w Gdyni. Współpracował z wieloma teatrami w Polsce, m.in. Teatrem Polskim w Bydgoszczy. Ma na swoim koncie ponad 60 ról teatralnych. Od roku 2001 zajmuje się krytyką teatralną.