Na afiszu

Dekor dla smutków

O spektaklu “Śmierć komiwojażera” Arthura Millera w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Powszechnym w Radomiu pisze Przemysław Skrzydelski. „Śmierć komiwojażera” w reżyserii Radosława Rychcika ma jeden atut. Rozgrywa się tam, gdzie dramat umieścił Arthur Miller. A co tu dużo mówić, jak na Rychcika to gest brawurowy. Nieśmiało odnotowuję, że mogło być inaczej. Ten reżyser lubi […]
Opublikowano: 2025-06-19

O spektaklu “Śmierć komiwojażera” Arthura Millera w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Powszechnym w Radomiu pisze Przemysław Skrzydelski.

„Śmierć komiwojażera” w reżyserii Radosława Rychcika ma jeden atut. Rozgrywa się tam, gdzie dramat umieścił Arthur Miller. A co tu dużo mówić, jak na Rychcika to gest brawurowy.

Nieśmiało odnotowuję, że mogło być inaczej. Ten reżyser lubi nieco namieszać, jeśli chodzi o przenoszenie miejsca akcji dramatów. Dla „Ślubu” Gombrowicza właściwym anturażem okazała się stacja benzynowa w jakiejś upiornej mieścinie, zaś potencjał Fredrowskiej „Zemsty” dało się w pełni odkryć dopiero wtedy, gdy spór o mur dotarł na Dziki Zachód. Nie, nie kpię, ale to przecież nietypowe. Dawniejsze przykłady odwagi Rychcika już pominę, jednak można jeszcze odnieść się do jego wersji „Dziadów” czy „Wesela”. Proszę sobie przypomnieć szczegóły.

Szczęśliwie w radomskim Teatrze Powszechnym wyobraźnia reżysera osłabła i zamiast niej pojawiła się chęć wystawienia tekstu Millera bez szaleństw. Sam się temu dziwię; oglądałem „Śmierć komiwojażera” i nie mogłem się pozbyć wrażenia, że chyba jest tak, że kiedy Rychcik nie wie, jak zaskoczyć widza jednym totalnym trikiem, który ustawi dyskusję o jego spektaklu, to już w ogóle nie widzi celu, dla którego reżyseruje.

Jeśli ta „Śmierć…” to kolejna odsłona opowieści o wyzysku, szponach kapitalizmu czy niesprawiedliwym losie człowieka, który latami harował za dwóch – to w tym sensie Rychcik się nie myli. W Polsce ten dramat zawsze rezonował i w tej sprawie nic się nie zmieniło. Ale też Rychcik realnie nie podejmuje żadnej dodatkowej decyzji. Już od początku zresztą – nie sposób tego nie zauważyć – sami aktorzy nie są przekonani, po co wychodzą na scenę. Jarosław Rabenda (Willy Loman) i Anna Podolak (Linda) prowadzą dialog, jakby ktoś ich zmusił do cedzenia deklaratywnych zdań, które nie mają nic wspólnego z codziennym życiem. Więcej spontaniczności wnoszą jako bracia Alan Bochnak (Happy) i Adam Majewski (Biff), ale też co chwilę gdzieś gubią rytm, może przez to, że zwłaszcza w pierwszej części męcząca jazzowa melodia nakłada się na słowa bohaterów. Efekt? Właściwie nikt nie przebija się ze swoją emocją, więc oglądamy formalną rozmowę, jak na pierwszej próbie, gdy dopiero markuje się sytuacje i szuka dla siebie miejsca w przestrzeni.

À propos przestrzeni – panuje w niej strategia „reżyser ma pomysły”, dlatego obrotówka sprawia wrażenie wyłącznie taniej atrakcji. W drugiej części natomiast, ni stąd, ni zowąd, oglądamy powtórki z obrazów Edwarda Hoppera (niedawno podobne widziałem w „Zemście” Michała Zadary – choć, przyznaję, z dużo mniej zrozumiałych powodów).

Nie chcę się już znęcać. Ale tak, doceniam Jarosława Rabendę, który do końca walczy o Lomana, walczy o to, żeby wycisnąć ze mnie łzę. Doceniam, jednak przechowuję w pamięci ostatnie realizacje „Śmierci komiwojażera” Małgorzaty Bogajewskiej i Remigiusza Brzyka. W tej perspektywie przedstawienie z Radomia przepada z kretesem.

Fot. Marta Dudzińska/Teatr Powszechny Radom

Kategorie:


Cytat Dnia

są w nich po prostu wkurw, chęć rozpieprzenia wszystkiego dookoła, bo nic innego nie da się zrobić, chyba żeby udusić poduszką własnego ojca

Jacek Wakar, z recenzji spektaklu Mateusza Pakuły "Jak nie zabiłem swojego ojca…"

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po klikięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453