Na afiszu

“Zemsta” na Dzikim Zachodzie – czyli donikąd

O spektaklu „Zemsta” Aleksandra Fredry w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Polskim w Bydgoszczy pisze Wiesław Kowalski Przeniesienie Zemsty Aleksandra Fredry na Dziki Zachód to kolejna próba „uwspółcześnienia klasyki” przez zamianę kontuszy na dżinsy, szabel na colty, a sarmackiego zamku na drewniany saloon. Zabieg nośny medialnie, ale teatralnie – bezowocny. Z tej translacji nie wynika […]
Opublikowano: 2025-06-04

O spektaklu „Zemsta” Aleksandra Fredry w reż. Radosława Rychcika w Teatrze Polskim w Bydgoszczy pisze Wiesław Kowalski

Przeniesienie Zemsty Aleksandra Fredry na Dziki Zachód to kolejna próba „uwspółcześnienia klasyki” przez zamianę kontuszy na dżinsy, szabel na colty, a sarmackiego zamku na drewniany saloon. Zabieg nośny medialnie, ale teatralnie – bezowocny. Z tej translacji nie wynika nic. Spektakl, mimo sprawnej realizacji technicznej i kilku udanych aktorskich momentów, nie znajduje uzasadnienia – ani w strukturze tekstu, ani w jego warstwie znaczeniowej. Fredrowski świat zostaje jedynie przebrany w westernowy kostium, który zamiast otwierać nowe sensy, przykrywa je powierzchowną konwencją.

Rychcik, znany z odważnych reinterpretacji klasyki i flirtu z popkulturą (jak w Dziadach z Teatru Nowego w Poznaniu, gdzie Gustawa-Konrada otaczały postacie z ikonografii XX wieku), tym razem poprzestaje na estetycznym geście. A ten okazuje się niewystarczający. Osadzenie Zemsty w realiach Dzikiego Zachodu sprawia wrażenie arbitralnego – jakby chodziło jedynie o odświeżenie lektury efektowną formą, bez głębszej myśli inscenizacyjnej. Tymczasem forma pozbawiona funkcji staje się czystą dekoracją.

A przecież Zemsta to nie tylko komedia charakterów – to precyzyjnie skonstruowany dramat konfliktu, rytmu i zależności między postaciami. W bydgoskiej realizacji ta struktura ulega rozmyciu. Aktorzy – często ustawiani frontalnie, w sztucznie teatralnych pozach – wypowiadają tekst bardziej jak recytację niż dialog. Emocje są przerysowane, brakuje pracy z podtekstem i relacji między postaciami. Zamiast napięcia – ilustracja.

Zmienianie realiów w inscenizacjach klasyki nie jest nowością – ale bywało uzasadnione. Mafijna Zemsta w Teatrze Komedia potrafiła nadać tekstowi nową dynamikę, uwypuklając współczesne mechanizmy przemocy i hierarchii. Śluby panieńskie w realiach PRL przynosiły ciekawe konteksty obyczajowe i społeczne. Tymczasem w bydgoskiej Zemście mamy tylko zmianę dekoracji – bez komentarza, bez sensownej reinterpretacji, bez punktu widzenia.

Rychcik, choć nie pierwszy raz sięga po ikonografię amerykańskiej popkultury, tym razem rezygnuje z tego, co stanowiło siłę jego wcześniejszych spektakli: wyrazistości, ryzyka, celnego komentarza. Efektem jest inscenizacja zachowawcza, powierzchowna i chwilami – po prostu nudna. A przecież Zemsta to tekst o ogromnym potencjale – pozwala mówić o narodowych przywarach, śmiechu jako strategii obronnej, o wspólnocie i zemście jako społecznej traumie.

W tej wersji zostajemy z pytaniem: dlaczego western? I dlaczego – tylko western?

fot. Natalia Kabanow/Teatr Polskiw Bydgoszczy

Kategorie:


Cytat Dnia

są w nich po prostu wkurw, chęć rozpieprzenia wszystkiego dookoła, bo nic innego nie da się zrobić, chyba żeby udusić poduszką własnego ojca

Jacek Wakar, z recenzji spektaklu Mateusza Pakuły "Jak nie zabiłem swojego ojca…"

Newsletter

Zamów newsletter z najciekawszymi informacjami ze świata teatru i najlepszymi tekstami portalu. Bądź na bieżąco! Newslettery dostają wyłącznie członkowie społeczności naszego portalu.

W związku z bezpłatną subskrypcją zgadzam się na otrzymywanie na podany adres email informacji handlowych. Usługa zostanie uruchomiona po klikięciu w link aktywacyjny przesłany na podany adres email.
W każdej chwili możesz zrezygnować z otrzymywania newslettera i innych informacji.

Teatr dla Wszystkich © Copyright 2026
ISSN 3071-9453